Spis Treści
Dni bez motywacji? Jak zrobić minimum i nie mieć wyrzutów sumienia – sprawdź!
Znasz to uczucie, prawda? Budzisz się, a świat wydaje się zrobiony z ołowiu. Każda myśl o działaniu waży tonę, a Twoje ciało najchętniej zrosłoby się z łóżkiem na wieki. To są właśnie te dnia bez motywacji, kiedy dopada nas niemoc i nagle wszystko staje się trudne. Przeglądasz internet, bezmyślnie scrollujesz, pochłaniają Cię mało istotne sprawy, które ani nie przybliżają Cię do celu, ani nawet nie są szczególnie interesujące. Jesteś gdzieś pomiędzy – nie pracujesz, ale też nie odpoczywasz. Wyrzuty sumienia wiercą Ci dziurę w głowie, a Ty czujesz, jakbyś zawiesiła życie na haczyk i stanęła obok, obserwując, jak mija.
To frustrujące, denerwujące i męczące. Zwłaszcza jeśli, tak jak ja, pracujesz na własnych zasadach. Brak szefa rozliczającego z wyników, brak sztywno ustalonego grafiku – to wolność, ale i wyzwanie. Musisz polegać wyłącznie na sobie, a kiedy zabraknie wewnętrznego „kopa”, nagle okazuje się, że ta wolność potrafi spętać. Możesz mieć wsparcie bliskich, którzy dopingują Cię, gdy masz gorszy dzień, namawiają na odpoczynek, gdy go potrzebujesz, czy przypominają, byś skupiła się na jednym zadaniu. Ale ostatecznie to Ty sama musisz znaleźć w sobie ten impuls.
Dni bez motywacji: Czy znasz to uczucie paraliżu?
Niemoc, marazm, brak weny – nazywaj to, jak chcesz. Efekt zawsze jest ten sam: tkwisz w zawieszeniu. Działania wykonujesz mechanicznie, bez zaangażowania, bez zwracania uwagi na jakość. Wiesz doskonale, że „powinnaś” zająć się czymś produktywnym, bo praca czeka, projekty i plany również. I tu pojawia się pułapka. Czasem ten stan jest sygnałem od organizmu, że pora zwolnić, odpocząć. Wtedy ważne jest, by bez wyrzutów sumienia odciąć się od świata i zaangażować w sprawy zupełnie niezwiązane z pracą. To trudna sztuka, ale warta praktykowania.
Niestety, bardzo często, szczególnie po okresie wzmożonej pracy i wysokiej produktywności, dopada Cię ten trudny do określenia stan, który nie jest ani odpoczynkiem, ani efektywną pracą. To paraliż, który sprawia, że zaczynasz marudzić, zwalać winę na cały świat i wymyślać milion powodów, dla których absolutnie nie możesz zabrać się do pracy. W moim przypadku trwa to od lat, odkąd jestem „na swoim”. Zaczynanie jest najtrudniejsze. Potem koło zaczyna się toczyć, realizujesz kolejne zadania, zdobywasz nowe szczeble rozwoju. Ale jak wykonać ten pierwszy krok, gdy nic, ale to nic Ci się nie chce?
Jak zrobić minimum i nie mieć wyrzutów sumienia? Sekret tkwi w pierwszym kroku!
Wiele osób, w dobrej wierze, powie Ci: „Weź się w garść i zabierz do roboty!” Albo „Po prostu zacznij!” Niestety, na mnie to nie działa. Gdy słyszę „Weź się w garść, Dorota!”, czuję tylko większą presję i jeszcze większy opór. To nie kwestia braku pracowitości czy „słomianego zapału”. Wręcz przeciwnie, kiedy już się za coś zabiorę, dłubię, aż mi wyjdzie. Ale największa trudność nie leży w całym procesie, który wymaga zdobywania wiedzy, inwestowania czasu i pieniędzy, przełamywania granic i wychodzenia ze strefy komfortu. Najtrudniej jest zrobić pierwszy, malutki krok. Pierwszy krok jest w moim przypadku działaniem kluczowym. Ale jak go wykonać, gdy kompletnie nie masz ochoty?
Moim niezawodnym sposobem, który dość szybko stawia mnie do pionu, jest skupienie się wyłącznie na początkowym etapie zadania. Nie na wyniku, ani nawet na całym procesie i wszystkich „cegiełkach”, które muszę ułożyć, by wybudować dom. Zaczynam od fundamentów, nawet nie zakładam, że całość się uda, po prostu podejmuję się pierwszego działania.
Pomyśl o tym:
- Szukasz pracy? Przygotuj sobie najpierw dobre CV. Nie myśl o rozmowach kwalifikacyjnych, stresie, potencjalnych odrzuceniach. Skup się na tym jednym, konkretnym dokumencie.
- Chcesz założyć bloga? Napisz pierwszy tekst w Wordzie. Nie myśl o HTML-u, umiejętnościach fotograficznych, SEO. To wszystko przyjdzie z czasem.
- Marzysz o własnej książce? Zacznij od naszkicowania konspektu, jednego rozdziału.
- A może masz w domu bałagan, dzieci płaczą, czujesz się zaniedbana jako kobieta? Zacznij od energetycznego prysznica, który pobudzi Twoje krążenie i zregeneruje siły. Reszta potoczy się dalej.
- Chcesz założyć firmę? Może zacznij od nawiązywania pierwszych kontaktów albo sprzedawania swoich produktów na lokalnej aukcji, jak kiedyś na Allegro w jego początkach.
Wystarczy zrobić jedno, maleńkie, niewymagające zbyt wiele wysiłku, ale znaczące działanie.
Dni bez motywacji: Moja historia i sprawdzony sposób na przełamanie marazmu
Dzisiejszy poranek był właśnie jednym z takich dni. Ostatnie tygodnie działałam na zwiększonych obrotach, blog fajnie się rozkręca, nawiązałam sporo nowych kontaktów zawodowych i mam w planach ciekawe projekty. Dziś jednak obudziłam się później niż zwykle, wzięłam do ręki telefon i zaczęłam przeczesywać internet. To jeden z największych pożeraczy czasu, więc bardzo pilnuję, by nie rozpoczynać od niego dnia. Zazwyczaj o dziesiątej jestem już po śniadaniu, mieszkanie jest ogarnięte, synek przygotowany do szkoły, a ja zaczynam pracę. Dziś zebrałam się do niej dopiero o dwunastej! Porażka!
Co działo się pomiędzy pobudką a dwunastą? Siedziałam na balkonie i rozmawiałam z mężem, marudząc, że nie mam weny i dzisiaj absolutnie nic nie powstanie, w mieszkaniu panuje bałagan, łóżka niepościelone, obiadu nie będzie, pasuję. Rozmowa i narzekanie nic nie dały, wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej pogrążyły mnie w niemocy. W końcu to ja, a nie mój mąż i cały świat, jestem odpowiedzialna za to, jak się czuję i co zrobię z resztą dnia. Nie zastanawiając się dalej, wstałam i rozpoczęłam pracę… nad sobą.
Na początek postanowiłam zrobić mały rozruch, czyli lekką gimnastykę, i zaprosiłam do zabawy synka. W ten sposób pobudziłam organizm, przestałam myśleć o swojej dzisiejszej sytuacji i przestawiłam się na tory działania. Wytworzyły się endorfiny, które załatwiły resztę. Zauważ, że nie rozpoczęłam od razu od pracy, ale zrobiłam pierwszy krok w kierunku poprawienia swojego samopoczucia. Wyłączyłam telefon, nastawiłam energetyczną muzykę i zaczęłam się ruszać. Potem poszło już lawinowo. Szybko ogarnęłam mieszkanie (zajęło mi to 30 minut), doprowadziłam się do ładu i zasiadłam do pracy. Bez rozpraszania uwagi na poboczne zajęcia.
Nie łapię kilku srok za ogon w danym momencie, bo wiem, że to mało efektywne. Wykonuję zadania po kolei – śniadanie, porządki, odpowiadanie na maile, szkic postu, spacer z synkiem do szkoły (fajna odmiana od przesiadywania przy komputerze), zakupy, zdjęcia i obiad (dziś szybkie, awaryjne danie – zapiekanka z warzywami), wieczorem publikacja i jogging. Weszłam na tory swojego rytmu. Wystarczył pierwszy krok – poranna gimnastyka. To oczywiście nie muszą być ćwiczenia. Mnie akurat dziś pomogły, ale ważne jest, by wyrwać się z marazmu poprzez jakąś radykalną zmianę, która przełamie bezczynność. Zamiast leżeć, wstaję i biorę prysznic. Zamiast siedzieć i marudzić, ćwiczę albo ogarniam mieszkanie. Wyrywam się ze stanu zawieszenia, robię pierwszy krok.
Kiedy dopadają dni bez motywacji – nie walcz, tylko… zacznij!
Przez lata pracy twórczej nauczyłam się, jak wiele można zrobić, kiedy działa się systematycznie, konsekwentnie i z trwałym zaangażowaniem, nawet jeśli za każdym razem to tylko malutki kawałek. Jestem o to zresztą pytana bardzo często: jakim cudem tyle lat to robię, skąd biorę na to siły, motywację, wenę, pasję…
Prawda jest taka, że wena jest przereklamowana. Oczywiście, podobnie jak ze sportem czy z każdą inną aktywnością, raz wszystko płynie lepiej, raz gorzej. Ale nie ma czegoś takiego, jak natchnienie, które zrobi coś za Ciebie. Jak pisał Pablo Picasso, „Inspiracja istnieje, ale musi Cię zastać przy pracy”. Mówią o tym wszyscy artyści: ceramicy, malarze, pisarze, muzycy. Musisz regularnie pracować, starać się tworzyć, robić coś kawałek po kawałku i z tej pracy czerpać siłę, natchnienie, radość, żeby wreszcie po czasie zobaczyć też efekty. Tu nie ma cudów. To nie działa tak, że któregoś dnia obudzisz się i trafi Cię piorun, który odwali całą robotę za Ciebie, tak że nawet nie zauważysz. To tak nie działa. Przykro mi.
Czasami to idzie wolno, ale zawsze trzeba widzieć szerszą perspektywę. Może dasz radę napisać tylko jedną stronę dziennie albo zrobić coś niewielkiego, co zajmie zaledwie 20 minut. Ale zobacz, gdzie będziesz za rok! 360 stron to jest już książka. Możesz zrobić bardzo dużo, robiąc mało każdego dnia. Musisz tylko przestać dyskutować ze swoją motywacją i zacząć działać.
Siła drobnych nawyków: Dlaczego małe kroki to Twoja broń na dni bez motywacji?
Problem z motywacją polega na tym, że uwielbiamy stawiać sobie soczyste, wielkie cele. Takie, które potem z dumą ogłaszamy, ale rzadko realizujemy. Małe wyzwania, drobne cele, minimalne kroki – te wydają się nudne i niewarte uwagi. Myślimy: „Idź na całość, rób wielkie rzeczy albo idź do domu. Nie ma sensu zawracać sobie głowy pierdołami. Albo robię coś dużego, albo się nie wygłupiajmy”. Jednak w praktyce to działa zupełnie inaczej.
Motywacja jest ulotna. Przychodzi i odchodzi. Kiedy słabnie, mamy tendencję do przestrzegania prawa najmniejszego wysiłku i robienia najłatwiejszych rzeczy. Wtedy przestajemy robić cokolwiek albo czekamy na „święte nigdy”.
Spróbuj tego: chcesz zacząć biegać, ale nie możesz się za to zabrać? Wyjdź i przebiegnij się wokół domu przez jedną minutę. Tak, słownie: jedną minutę. Nie musisz zaczynać uprawiania sportu od bóg wie czego. Wyjdź i przejdź się wokół domu, wokół biura, zejdź i wejdź po schodach. Tylko to. Chcesz uprawiać jogę? Jedna asana jest lepsza niż zero asan. Medytacja przez jedną minutę nie będzie tak skuteczna jak ta przez 10, ale jeśli utrzymasz koncentrację przez te 60 sekund, dojdziesz i do dłuższego czasu, a stanie się to naprawdę bez wysiłku.
Rób tę jedną małą rzecz, ale rób ją bezdyskusyjnie codziennie. Rozpoczynając, tworzysz w mózgu ścieżkę neuronową dla nowego nawyku. To sprawia, że o wiele bardziej prawdopodobne jest, że odniesiesz sukces z czymś bardziej ambitnym. Kiedy już raz wprowadzisz nawyk do swojego mózgu, możesz to robić bez zastanowienia i, co ważniejsze, bez potrzeby użycia siły woli czy ogromnego wysiłku. Nawyki „lepsze niż nic” są łatwe do powtarzania w kółko, dopóki nie zadziała na autopilocie. Możesz to robić nawet wtedy, gdy nie masz motywacji, nawet gdy jesteś zmęczona, nawet gdy nie masz czasu. Gdy zaczniesz działać na autopilocie, jest to złoty moment, w którym Twój nawyk może zacząć rozwijać się organicznie.
Po kilku dniach biegania przez minutę zaczniesz odczuwać szczerą chęć biegania dalej. Nie dlatego, że czujesz, że „powinnaś” więcej ćwiczyć, ale dlatego, że bieganie stanie się bardziej naturalne niż zatrzymanie się.
Podsumowując: Musisz po prostu zacząć!
O tym jest cała ta historia. Cokolwiek planujesz, da się to zrobić bez wielkiej, wyśnionej motywacji, ale nie da się tego zrobić bez pracy i bez Ciebie. Mnie dopadają takie dni jak ten mój dzisiejszy, ale wiem, jak sobie z nimi radzić. Mój sposób jest naprawdę skuteczny, zachęcam Cię do wypróbowania.
Jestem ciekawa, czy dopadają Cię czasem takie dni. Jak sobie z nimi radzisz? Może jesteś zorganizowana i zmotywowana każdego dnia? Co jeśli motywacja spada? Jakie są Twoje sposoby na jej utrzymanie? Podziel się ze mną efektami, jeśli mój sposób Ci pomoże. Feedback od Ciebie jest dla mnie bardzo ważny!
Zaczynamy?

Na co dzień ogarniam swoje życie jak większość ludzi: praca, zmęczenie, emocje, relacje. Na blogu zapisuję to, co pomaga mi lepiej dogadywać się z innymi i ze sobą.

