Dlaczego wracamy do osób, które dają mało? Zrozumienie emocjonalnej chciwości

utworzone przez | 02.01.2026 | Psychologia

Czemu wracasz do osób, które dają mało?

Pewnie doskonale znasz to uczucie – obok ciebie luksus, piękne widoki, nieskończone możliwości, a mimo to coś nie daje ci spokoju. Czujesz pustkę, mimo że teoretycznie masz wszystko. Ten stan, który w psychologii nie jest pojęciem klinicznym, ale świetnie oddaje wewnętrzne zmagania, można nazwać emocjonalną chciwością. To ona pcha nas do decyzji pełnych niepokoju, do związków, które zamiast karmić, wyczerpują. Widzisz to u bohaterów popularnego serialu White Lotus, którzy otoczeni bogactwem, wciąż gonią za czymś nieuchwytnym – miłością, uznaniem, ekscytacją, kontrolą, a nawet konfliktem – byle tylko zagłuszyć wewnętrzny głód.

To nie jest zwykła potrzeba bliskości. To nienasycona pogoń za intensywnym doświadczeniem emocjonalnym, która z czasem potrafi przypominać uzależnienie. Emocjonalna chciwość bywa subtelna. Nie musi objawiać się agresją czy wybuchami. Może przybierać formę ciągłego niezadowolenia z relacji, nieumiejętności cieszenia się spokojem, kompulsywnego szukania nowych bodźców czy dramatycznych sytuacji, które na chwilę „ożywiają” naszą wewnętrzną pustkę. Ale skąd to się bierze? I dlaczego, nawet gdy wiemy, że coś nam szkodzi, wciąż do tego wracamy?

Mechanizm nagrody w mózgu: Dlaczego szukamy emocjonalnych rollercoasterów?

Z psychologicznego punktu widzenia emocjonalna chciwość ma wiele wspólnego z uzależnieniem – nie od substancji, ale od intensywnych doświadczeń i reakcji emocjonalnych. W centrum tego zjawiska leży nasz system nagrody w mózgu, czyli układ limbiczny, który reaguje na silne emocje (zarówno pozytywne, jak i negatywne) wyrzutem dopaminy. Ten neuroprzekaźnik, często potocznie nazywany „hormonem szczęścia”, daje nam chwilową ulgę lub euforię, którą za wszelką cenę chcemy powtarzać. Ale sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana niż mogłoby się wydawać – więcej dopaminy to nie zawsze więcej szczęścia czy dobrego samopoczucia. Niestety, często staje się narzędziem wielkiego zniewolenia.

Wyobraź sobie, że w dzieciństwie twoje emocje były niestabilne, a relacje z opiekunami nie dawały poczucia bezpieczeństwa. W takiej sytuacji uczysz się, że bliskość jest czymś nieprzewidywalnym. Wtedy właśnie zaczyna powstawać schemat, w którym tylko silne emocje dają poczucie bycia „w kontakcie” – z drugim człowiekiem, ale i z samym sobą. Spokój, cisza, stabilność – to wszystko zaczyna kojarzyć się z pustką. Z czasem, nieświadomie, dążysz do sytuacji, które wywołują emocjonalne turbulencje, bo tylko wtedy czujesz, że żyjesz naprawdę. To dlatego bohaterowie White Lotus wikłają się w trójkąty, zdrady i walki o dominację. Z pozoru niezależni i pewni siebie, wewnętrznie są uzależnieni od emocjonalnych wahań – to one dają im poczucie kontroli, wartości i obecności.

Układ nagrody i kary: Więcej dopaminy to nie zawsze więcej szczęścia

Dopamina jest produkowana w mózgu i odpowiada za motywowanie nas do działania. Zachęca nas do podejmowania aktywności sprzyjających przetrwaniu – nam osobiście lub naszemu gatunkowi. Oznacza to, że dopaminę otrzymujemy, gdy jemy, uprawiamy seks, unikamy zagrożenia czy odnosimy sukces. Na tym poziomie nie różnimy się zbytnio od zwierząt.

Jeśli masz psa i widzi on, że bierzesz do ręki miskę na jedzenie, już zaczyna się ślinić i machać ogonem – wie, że za chwilę dostanie jeść. W jego mózgu wydziela się duża porcja dopaminy, która ciągnie go w kierunku michy. Podobnie, gdyby spotkał suczkę w rui, potężna porcja dopaminy popchnęłaby go do przedłużania gatunku. A gdyby napadł na niego wielki agresywny kocur i nasz pies by go pokonał – zostałby nagrodzony solidną porcją dopaminy, zachęcającą go, by następnym razem też się bronić.

Kiedy mamy za mało dopaminy – brakuje nam motywacji do podjęcia jakichkolwiek działań. W drastycznym eksperymencie z ubiegłego wieku usunięto szczurom chirurgicznie część mózgu odpowiedzialną za produkcję dopaminy. Przestawały one jeść i zdychały, nawet jeśli jedzenie znajdowało się tuż obok. Dopiero gdy włożono im pokarm bezpośrednio do pyszczka – zjadały go z oznakami przyjemności.

Człowiek jest oczywiście bardziej skomplikowany. W takiej sytuacji, kierując się czystym rozsądkiem, zjedlibyśmy coś, mimo braku chęci. Jednak naszą wyższość intelektualną nad zwierzętami okupujemy konkretnymi kosztami. Życie współczesnego człowieka obfituje w sytuacje dające poczucie pozornego sukcesu i zalewające mózg dopaminą, co prowadzi do pułapek, o których za chwilę.

Nasi przodkowie i dopaminowa równowaga

Psycholog kliniczny, dr Stephen S. Ilardi, wykazał, że mózg człowieka jest najlepiej przystosowany do życia w plemieniu zbieracko-łowieckim. Najefektywniej i najzdrowiej psychicznie funkcjonujemy jako członkowie niewielkiej (maksymalnie kilkudziesięcioosobowej) grupy osób, które znamy i którym możemy ufać. Dla bezpieczeństwa w życiu plemiennym było to niezbędne – musiałeś być pewny, że w razie zagrożenia każdy członek twojej społeczności będzie cię bronić. Było nas zbyt mało, a świat był zbyt wrogi.

POLECANE  Jak przestać testować partnera i odbudować zaufanie?

Dlatego każda pochwała, ciepłe słowo świadczące o przywiązaniu czy aprobacie jest dla nas źródłem dopaminy – to dowód na to, że nasze „plemię” nas akceptuje i będzie bronić. Dla prawidłowego funkcjonowania potrzebujemy też dużo aktywności fizycznej na świeżym powietrzu, w słońcu. Nasi przodkowie spędzali większość dnia na poszukiwaniu jedzenia. Gdy nagle trafiali na pożywienie, byli nagradzani porcją dopaminy (to samo współcześnie przeżywają grzybiarze i wędkarze). Pokonanie i upolowanie zwierza poza zastrzykiem aktywizującej adrenaliny, zapewniało kolejną solidną porcję dopaminy.

Najlepiej funkcjonujemy w sytuacji lekkiego niedostatku, czyli takiej, gdzie porcje dopaminy pojawiają się nieczęsto, w niezbyt wielkich ilościach i są dobrze zasłużone. Niedobór dopaminy jest bolesny, ale tym bardziej motywuje do działania. Widać to, gdy jesteśmy poważnie głodni – wtedy nawet kromka chleba z masłem wydaje się ambrozją. Dr Anna Lembke w książce „Niewolnicy dopaminy” nazywa to stanem równowagi między przyjemnością a cierpieniem.

Dopaminowe potopy w świecie współczesnym: Iluzja akceptacji i sukcesu

Problemem współczesnego świata jest obfitość okazji do dopieszczenia mózgu zalewem ogromnych porcji dopaminy. Kiedy prymitywna, odpowiedzialna za przetrwanie część mózgu widzi na przykład fast food złożony z węglowodanów i tłuszczów (plus cukrów, gdy w grę wchodzą słodkości) – reaguje na to zwiększoną porcją dopaminy. Otrzymuje właśnie przekaz: „Wow, kaloryczna bomba, pożyjemy na tym dobry tydzień!” – trzeba jeść! W rzeczywistości to często tylko przekąska w drodze do domu, gdzie czeka kolejny bogaty posiłek.

Ale mamy o wiele więcej źródeł tego dopaminowego potopu. Serduszka, udostępnienia, pozytywne komentarze w mediach społecznościowych, tysiące wyświetleń naszych nagrań na Tik-Toku czy YouTube – to wszystko jest traktowane przez prymitywne części mózgu jako dowód lojalności i aprobaty ze strony naszego „plemienia”. To sukces świadczący o tym, że jesteśmy dla swojej społeczności ważni. Prymitywne części mózgu nie rozumieją, że to tylko czasami machinalnie oddane kliknięcia osób, które by nawet specjalnie się nie zmartwiły, gdyby nam się coś stało. To nie dowód akceptacji i zapewnienie o zaufaniu ludzi, którzy w razie potrzeby oddadzą za nas życie. Jednak dopaminowy potop płynący z lajków oszukuje nas, że tysiąc serduszek na Instagramie jest prawdziwym, sprzyjającym przetrwaniu sukcesem.

Tak samo działają zwycięstwa w grach cyfrowych. Układ dopaminowy nie odróżnia świata rzeczywistego od wirtualnego. Kiedy zabijasz przeciwnika na ekranie, dla mózgu to tak samo ważne, jakbyś pokonał prawdziwego agresora, który cię napadł. Podobnie traktuje „zwycięstwa” w internetowych potyczkach i dyskusjach. Dodatkowo walka dodaje odrobiny aktywizującej adrenaliny. Żyć, nie umierać, klikając wojowniczo w klawisze!

Najgorszą obietnicę daje internetowa pornografia, interpretowana jako prawdziwa szansa na przedłużenie gatunku. Jednak w przeciwieństwie do rzeczywistego zbliżenia intymnego, porno dostarcza coraz to nowych potencjalnych partnerek do prokreacji. Zmienia się scena, film – i oto pojawia się nowa okazja przedłużenia gatunku i nowa, potężna porcja dopaminy, zachęcająca do realizacji.

Dopaminowa zapaść: Cena za ciągłe szczyty emocjonalne

Na czym polega problem? Dr Lembke wyjaśnia, że nasze mózgi nie są do tego przystosowane. Jak to ujął doktor Tom Finucane, który bada wpływ siedzącego trybu życia i przejadania się na rozwój cukrzycy: „Jesteśmy kaktusami w lesie deszczowym”. I jak kaktusy przystosowane do suchego klimatu, toniemy w dopaminie. Po każdym dopaminowym potopie następuje dopaminowa zapaść.

Generalnie mózg człowieka produkuje dopaminę non stop, ale w niewielkich ilościach. W badaniach naukowych opisuje się ten wyjściowy poziom jako umowne sto jednostek. Dzięki temu jesteśmy w stanie zrobić cokolwiek – wstać z łóżka rano, ubrać się i wyjść do szkoły czy pracy, podjąć jakikolwiek wysiłek. Nota bene, u osób z depresją często obserwuje się niedobory dopaminy.

Gdy dostajemy większą porcję „hormonu szczęścia”, następuje po niej dopaminowy dołek – mamy jej przez chwilę nieco za mało. Istnieje łacińska sentencja autorstwa Galena, opisująca to zjawisko w odniesieniu do seksu: „Post coitum omne animal triste est” (po spółkowaniu każde zwierzę jest smutne). Po obfitym posiłku mamy ochotę na sjestę. Po jakimś czasie poziom dopaminy wraca do wyjściowych stu jednostek – jesteśmy w stanie równowagi.

Jednak, gdy mózg jest nieustannie zalewany dopaminowymi potopami, przestaje wracać do punktu wyjściowego. Nie ma stanu neutralnego – umiarkowanej uważności i motywacji do działania. Pojawia się dążenie do doświadczenia kolejnego dopaminowego szczytu, przeplatane poczuciem niemocy. W międzyczasie następują zmiany w strukturze mózgu, które sprawiają, że dopaminowe szczyty są coraz mniej przyjemne, a po nich następuje okres cierpienia. Część ludzi radzi sobie z tym, zabiegając o wiele różnorodnych źródeł dopaminowego potopu – tu wyrafinowane jedzenie, tam nowy rodzaj pornografii, potem dla odmiany nowa fascynująca gra wideo, marihuanowy skręt i tak dalej. Inni uzależniają się od konkretnego źródła dopaminy i pogrążają się na przykład w grze cyfrowej, grając w nią po wiele godzin – już nie dla satysfakcji i przyjemności, a dla uniknięcia cierpienia i niepokoju.

POLECANE  Kłótnie o drobiazgi w związku: co kryje się pod stopniową escalacją konfliktów

Kiedy sukces i relacje nie wystarczają – czarna dziura emocjonalnego głodu

Współczesna kultura chętnie sprzedaje iluzję, że wystarczy osiągnąć sukces, zdobyć partnera, zbudować karierę – i wtedy poczujemy się spełnieni. Ale emocjonalna chciwość działa jak czarna dziura – im więcej wrzucamy do środka, tym bardziej czujemy, że nadal czegoś brakuje. Dzieje się tak, gdy zewnętrzne źródła poczucia wartości mają zapełnić wewnętrzne deficyty, często właśnie te związane z niestabilnymi emocjami z dzieciństwa.

Ludzie głodni emocjonalnie często szukają uznania – w oczach partnera, szefa, znajomych. Każdy komplement, każda reakcja daje chwilowe ukojenie. Ale to ulotne – dlatego muszą wracać po więcej. Kiedy ten dopływ nagle się urywa, pojawia się lęk, rozdrażnienie, czasem nawet panika. Emocjonalna chciwość nie zna umiaru – bo nie dotyczy potrzeby, lecz braku kontaktu z własnymi emocjami i tożsamością.

Emocjonalna karuzela: Mylenie intensywności z miłością

Jednym z najbardziej wyraźnych objawów tej chciwości jest dramatyzowanie relacji. Nie chodzi o to, by budować trwałe więzi, ale o to, by coś się działo. Kłótnie, napięcia, „ciche dni”, testowanie drugiej osoby – wszystko to dostarcza silnych emocji, które chwilowo uśmierzają wewnętrzną pustkę. To emocjonalna karuzela – wyczerpująca, ale uzależniająca.

W takich relacjach często mylimy intensywność z miłością, a niepokój z namiętnością. Im bardziej druga osoba się oddala, tym bardziej ją „pragniemy” – nie z powodu autentycznej bliskości, ale z powodu uruchomionego schematu lęku przed porzuceniem. W takich przypadkach nawet rozstania bywają trudne nie dlatego, że naprawdę kochamy, ale dlatego, że tracimy dostęp do emocjonalnej stymulacji, która była dla nas źródłem istnienia, dowodem na to, że jesteśmy żywi.

Jak przerwać ten cykl? Odzyskanie kontroli nad emocjonalną chciwością

Uwolnienie się od emocjonalnej chciwości wymaga przede wszystkim świadomości własnych potrzeb i schematów. To nie jest droga szybkich zmian ani magicznego rozwiązania. Trzeba nauczyć się rozpoznawać, co naprawdę czujesz, a nie tylko reagować na pustkę, która cię dręczy. Czasem pomocna jest psychoterapia, w której można przyjrzeć się korzeniom tego głodu – często zakorzenionym w dzieciństwie i wczesnych doświadczeniach relacyjnych.

Pomocne jest też budowanie zdrowego kontaktu z emocjami – zamiast je zagłuszać lub podkręcać, uczymy się je zauważać, akceptować i regulować. To trudne, zwłaszcza gdy przez lata funkcjonowaliśmy na huśtawce bodźców, goniąc za kolejnymi dopaminowymi szczytami. Ale z czasem spokój przestaje być nudny, a stabilność – pusta. Pojawia się przestrzeń na prawdziwe relacje, autentyczne sukcesy i głębokie, choć już nie tak intensywne, poczucie spełnienia.

Ratunek w ascezie: Przerwa od dopaminowych potopów

Cała współczesna cywilizacja skoncentrowana jest na unikaniu bólu i szukaniu przyjemności. Jak pokazują badania – to nierealna mrzonka. Ból i cierpienie, okresy niedostatku są nam potrzebne do zachowania równowagi. Ogromną zaletą książki dr Lembke jest dokładny opis działań, które możemy podjąć, by przywrócić tę zdrową równowagę. Co ciekawe, istnieje cały dział nauki temu poświęcony – hormeza, badająca korzystne skutki podawania niewielkich ilości szkodliwych substancji lub ekspozycji na szkodliwe warunki.

Okazuje się, że na przykład tak zwany post przerywany (gdy posiłki są skoncentrowane w kilkugodzinnych „oknach żywieniowych”, a przez większość doby jesteśmy pozbawieni jedzenia) wydłuża żywotność, zwiększa odporność na choroby i obniża ciśnienie krwi. Natomiast najbardziej korzystną dawką leczniczego cierpienia, jaką możemy sobie zafundować, jest kąpiel w lodowatej wodzie. Jak zwraca uwagę neurobiolog z uniwersytetu Stanforda – dr Andrew Huberman – cotygodniowa lodowata kąpiel nie tylko podnosi odporność na choroby, lecz wyrównuje w zdrowy sposób poziom dopaminy.

Podobnie korzystne są dla nas ćwiczenia fizyczne – jednak nie te najbardziej ekscytujące, odbierane przez ciało jako przejaw przetrwania, takie jak boks czy skoki spadochronowe. Ale takie, które zwyczajnie wymagają wytrwałości i dyscypliny.

Generalnie ratunkiem proponowanym przez dr Lembke jest dążenie do ascezy w świecie obfitości. Od niezbędnego większości z nas okresu dopaminowego detoksu – odcięcia na minimum trzy tygodnie od wszelkich źródeł dopaminowego potopu – do starannego dawkowania sobie (z rzadka) tych aktywności, które przynoszą szczególnie dużo dopaminy.

To fascynujące, że dopamina została zidentyfikowana jako neuroprzekaźnik w mózgu dopiero w 1957 roku. Jednak każdy uważny obserwator mógł zauważyć zależności między konkretnymi doświadczeniami a pogodą ducha czy właśnie poczuciem zniewolenia i nieszczęścia. Możesz spojrzeć na wskazówki życia chrześcijańskiego, obfitujące w zalecenia ascezy, okresowej abstynencji, wyrzeczeń. Oczywiście w katolicyzmie zalecenia te odnoszą się do dążenia ku doskonałości duchowej, wyrzeczenia odbywają się w imię wyższych wartości. Jednak okazuje się, że na kompletnie przyziemnym poziomie – są to jednocześnie praktyki dobre dla naszego zdrowia zarówno psychicznego, jak i fizycznego.

White Lotus to nie tylko serial o luksusowych wakacjach. To metafora naszego emocjonalnego świata – często pięknego na zewnątrz, lecz zdezorientowanego wewnątrz. Emocjonalna chciwość nie jest cechą charakteru, lecz wołaniem o bliskość – prawdziwą, trwałą, a nie spektakularną. I tylko wtedy, gdy nauczymy się być „dość” dla samych siebie, przestaniemy wciąż czuć, że to za mało, i wreszcie przestaniemy wracać do osób, które dają nam tak niewiele.