Jak przerwać powtarzające się schematy w związkach?

utworzone przez | 01.01.2026 | Psychologia

Dlaczego wciąż wybierasz podobnych ludzi w związkach?

Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego wciąż wybierasz podobnych ludzi w swoich związkach? Czemu, mimo szczerych chęci, historia miłosna nieustannie odgrywa się według tego samego scenariusza, a Ty co rusz natrafiasz na partnerów, którzy w zaskakujący sposób przypominają tych poprzednich, z ich zaletami i, co gorsza, z tymi samymi ranami? Ile razy obiecywałaś sobie, że „to już nigdy więcej”, a jednak nowa relacja znów okazuje się powtórką z bolesnej przeszłości? Ten artykuł pomoże Ci zrozumieć, schematy, które powtarzasz, i pokaże, jak wreszcie przerwać ten cykl.

 

Wielu pacjentów, którzy trafiają do gabinetu psychologa, zadaje sobie te same pytania: „Dlaczego ciągle wiążę się z kimś, kto mnie nie szanuje?”, „Czemu znów kończę w relacji, w której jestem niewidoczna/niekochany?” Nowa relacja wydaje się inna, świeża, lepsza. Ale po czasie zaczynasz czuć znajome emocje – znowu czujesz się nieważna, zepchnięta na drugi plan, niedoceniona. To nie przypadek. To emocjonalny autopilot, który prowadzi Cię do tego, co znane – nawet jeśli to „znane” jest bolesne.

 

Dlaczego wciąż wybierasz podobnych ludzi? Poznaj schematy, które powtarzasz

Choć związki wydają się różne, emocjonalny scenariusz często się powtarza. Nieprzypadkowo. Powtarzanie tych samych schematów w relacjach partnerskich ma głębokie psychologiczne uwarunkowania, związane z naszym dzieciństwem, systemem przekonań i nieświadomą potrzebą „domknięcia” historii emocjonalnych. Każdy z nas nosi w sobie wewnętrzny model miłości – zapisany jeszcze w dzieciństwie. Jeśli miłość była związana z wysiłkiem, z brakiem akceptacji, z emocjonalnym dystansem – dziś możesz wybierać partnerów, którzy odtwarzają ten wzór. Związek staje się wtedy nie tyle świadomym wyborem, ile podświadomą próbą naprawienia przeszłości. Niestety, przeszłości nie da się uleczyć przez powtarzanie tego samego scenariusza.

 

Co to są schematy emocjonalne i skąd się biorą?

Schematy (zwane także „wzorcami relacyjnymi” lub „schematami poznawczo-emocjonalnymi”) to głęboko zakorzenione przekonania na temat siebie, innych i świata. Kształtują się w dzieciństwie – w relacjach z rodzicami, opiekunami, rodzeństwem – i stają się matrycą, według której później budujemy relacje. Wyobraź sobie, że to swego rodzaju gotowe scenariusze, które Twoja psychika zna na pamięć i odtwarza, gdy tylko znajdzie do tego sprzyjające warunki.

 

Oto przykłady takich schematów:

  • Schemat porzucenia/niestabilności: „Ludzie, na których mi zależy, prędzej czy później mnie opuszczą”, „Nikt nigdy nie zostanie ze mną na długo”. Jeśli doświadczyłaś w dzieciństwie niestabilnej opieki lub nagłych rozstań, możesz nieświadomie szukać partnerów, którzy są emocjonalnie niedostępni lub mają tendencję do znikania, by ponownie doświadczyć tego znajomego lęku.
  • Schemat nieufności/nadużycia: „Inni będą mnie wykorzystywać, ranić albo oszukiwać”. Jeśli w przeszłości ktoś bliski Cię zdradził lub traktował w sposób krzywdzący, możesz ciągle „testować” partnera, podejrzewać go o złe intencje albo paradoksalnie – wchodzić w relacje z osobami, które te obawy potwierdzają.
  • Schemat deprywacji emocjonalnej: „Nie dostanę miłości, wsparcia ani zrozumienia, na które zasługuję”. Jeśli Twoje potrzeby emocjonalne były ignorowane w dzieciństwie, możesz wiązać się z partnerami, którzy nie potrafią lub nie chcą Ci ich zaspokajać, przez co ciągle czujesz się osamotniona, nawet w związku.
  • Schemat wadliwości/wstydu: „Jestem zła, niegodna miłości, coś jest ze mną nie tak, a inni, gdy mnie poznają, na pewno mnie odrzucą”. Ten schemat może prowadzić do wybierania partnerów krytycznych, którzy potwierdzają Twoje niskie poczucie wartości, albo do trwania w relacjach, gdzie jesteś ciągle poniżana, bo wierzysz, że na nic lepszego nie zasługujesz.
  • Schemat uwikłania/niekompetencji: „Nie jestem w stanie samodzielnie funkcjonować”, „Muszę mieć kogoś, kto się mną zajmie”. Osoby z tym schematem często wchodzą w związki, w których całkowicie oddają kontrolę partnerowi, tracą swoją autonomię i pozwalają się prowadzić, czując się bezradne bez jego/jej obecności.

 

W dorosłości – często nieświadomie – wchodzimy w relacje, które odtwarzają te właśnie przekonania. Twoja podświadomość nie wybiera tego, kto jest dla Ciebie naprawdę dobry – lecz tego, kto jest znajomy. Widzi w kimś „szansę na naprawę” starych ran. Tylko że większość z tych osób nie chce niczego naprawiać – i historia się powtarza.

 

Dlaczego tak się dzieje? Psychologia powtarzalności w związkach

1. Zasada powtarzalności emocjonalnej (re-enactment)

Nasza psychika dąży do znanego – nawet jeśli to „znane” było bolesne. Wybieramy partnerów, przy których „czujemy się jak w domu”, ponieważ podświadomie powielamy wzorce, które znamy z dzieciństwa. To tzw. znana krzywda – znajoma dynamika, np. bycie ignorowanym, odrzucanym, zależnym. Może to brzmieć paradoksalnie, ale dla naszego umysłu o wiele bezpieczniej jest doświadczać czegoś, co już znamy, nawet jeśli boli, niż otworzyć się na coś zupełnie nowego i nieprzewidywalnego. To jak oglądanie tego samego, choć trudnego filmu – znamy zakończenie, więc czujemy się pewniej.

 

2. Nadzieja na „naprawienie” przeszłości

Wybieramy osoby podobne do tych, które nas zraniły, by w tej nowej relacji „dopisać” lepszy finał. Jeśli tata był emocjonalnie nieobecny – w dorosłości możesz zakochać się w chłodnym partnerze z nadzieją, że tym razem to właśnie Ty „nauczysz go kochać” i wreszcie nas pokocha, a Twoja wartość zostanie potwierdzona. To forma psychicznego „domykania figury” – niestety często nieskuteczna i bolesna. Próbujemy nieświadomie uleczyć stare rany poprzez nowych ludzi, którzy, zamiast leczyć, często tylko je pogłębiają.

 

3. Automatyczne aktywowanie schematów w relacji

Związek to jedno z najsilniejszych luster emocjonalnych. Partner aktywuje nasze najgłębsze potrzeby i lęki. Jeśli masz schemat porzucenia – każde opóźnienie w odpowiedzi na wiadomość może uruchamiać silne reakcje emocjonalne: zazdrość, panikę, złość, ponieważ w Twoim wnętrzu odzywa się stary lęk przed byciem opuszczoną. Te reakcje niekoniecznie są adekwatne do obecnej sytuacji, lecz są echem przeszłości, które wciąż ma na nas wpływ.

 

Lękowe przywiązanie – gdy strach przed odrzuceniem więzi nas w trudnej relacji

Jednym z istotnych czynników wpływających na wybór partnera i sposób funkcjonowania w związku jest styl przywiązania, ukształtowany w dzieciństwie. Osoby o tzw. lękowym (ambiwalentnym) stylu przywiązania boją się odrzucenia i rozpadu więzi. W praktyce przekłada się to na silną potrzebę bliskości i jednoczesny głęboki lęk, że ta bliskość zostanie im odebrana. Taki człowiek bardzo pragnie miłości, ale żyje w ciągłym niepokoju, że zostanie opuszczony. Może to prowadzić do zachowań paradoksalnie zwiększających ryzyko cierpienia w związku: osoba lękowo przywiązana bywa zazdrosna, nadmiernie kontrolująca albo przeciwnie – podporządkowuje się partnerowi, rezygnując z własnych potrzeb ze strachu, że stawianie granic sprowokuje odejście ukochanej osoby.

POLECANE  Kiedy partner ma humory: jak wspierać bez ratowania

 

Niestety, takie podejście często przyciąga partnerów o unikającym stylu przywiązania (czyli osoby zdystansowane emocjonalnie) lub osoby skłonne do dominacji i nadużyć. Rezultat? Powtarza się bolesny cykl: im bardziej lękowo przywiązany partner zabiega i poświęca się, tym bardziej druga strona się oddala lub wykorzystuje sytuację, a im bardziej czuje się on zraniony i niepewny, tym desperacko mocniej stara się „zasłużyć na miłość”.

 

W efekcie osoba z lękowym stylem przywiązania może tkwić latami w związku, który ją unieszczęśliwia. Lęk przed samotnością bywa silniejszy niż świadomość własnego cierpienia. Takie osoby często mówią: „Wiem, że on/ona mnie rani, ale nie umiem odejść”. Korzenie tego dylematu tkwią właśnie w emocjonalnym programie z dzieciństwa. Jeśli miłość kojarzyła się z niepewnością i walką o uwagę, to dorosły człowiek wciąż (często bezwiednie) odtwarza ten scenariusz, wybierając partnerów, przy których znów czuje tę samą niezaspokojoną potrzebę bliskości połączoną z ciągłym lękiem.

 

Echa przeszłości: Wczesne doświadczenia i międzypokoleniowe schematy

Nasza skłonność do wiązania się z krzywdzącymi partnerami często wynika z głęboko zakorzenionych schematów relacyjnych, które wynosimy z dzieciństwa. Jeżeli w rodzinie doświadczyłaś określonej roli lub sposobu traktowania, podświadomie możesz szukać (albo tolerować) tego samego w dorosłych związkach.

 

Przykładowo, osoba dorastająca w poczuciu emocjonalnego zaniedbania może w dorosłym życiu wybierać partnerów chłodnych, niedostępnych – powtarzając w ten sposób znajomy ból braku czułości, być może w nadziei (często iluzorycznej), że tym razem zostanie on jej dany. Ktoś, kto był ciągle krytykowany lub odrzucany przez rodziców, może nieświadomie wiązać się z krytycznym, przemocowym partnerem, bo nauczył się, że na miłość trzeba zasłużyć i wycierpieć swoje. Schemat „miłość = cierpienie” bywa niestety przekazywany z pokolenia na pokolenie, stając się częścią rodzinnej historii – choć dla potomnych stanowi to ciężkie brzemię. W wielu polskich domach obecne są silne przekonania na temat związków, np.:

 

  • „Na miłość trzeba sobie zapracować”
  • „Prawdziwa miłość wymaga poświęceń i bólu”
  • „Prędzej czy później kobieta i tak będzie nieszczęśliwa w małżeństwie”

 

Jeśli dorastamy przesiąknięci takimi poglądami, mogą się one stać samospełniającą przepowiednią – podświadomie dobieramy sobie partnera, który potwierdzi te negatywne rodzinne schematy.

 

Co więcej, powielanie znanego scenariusza bywa związane z fenomenem pewnej lojalności wobec rodziny pochodzenia. Jeżeli np. matka czy babcia były nieszczęśliwe w miłości, w głębi serca możemy (nie zdając sobie z tego sprawy) czuć, że my również „powinnyśmy” cierpieć, by niejako solidaryzować się z ich losem. Psychologia systemowa opisuje to zjawisko jako ukryte lojalności rodzinne – z miłości lub przywiązania do poprzednich pokoleń powtarzamy ich dramaty. Oczywiście nie dzieje się to na świadomym poziomie – nikt nie myśli wprost: „Zranię się w związku, żeby upodobnić się do mamy”. Jednak rodzinne schematy potrafią wywierać ogromny wpływ na nasze nieświadome wybory.

 

W tym miejscu warto wspomnieć także o wtórnych korzyściach, jakie czasem czerpiemy z bycia ofiarą w związku. Choć brzmi to paradoksalnie, nasza psychika potrafi znajdować zyski nawet w cierpieniu. Może to być np.:

  • Współczucie i uwaga otoczenia („wszyscy widzą, jak bardzo się poświęcam, jestem taka dzielna”)
  • Poczucie bycia potrzebną („tylko ja potrafię z nim wytrzymać, tylko ja mogę mu pomóc, bo nikt inny go nie zrozumie”)
  • Uniknięcie konfrontacji z własnymi lękami (np. lękiem przed zmianą lub przed samotnością, która wydaje się gorsza niż trwanie w nawet złym związku)

 

Takie ukryte gratyfikacje mogą nas trzymać w destrukcyjnej relacji dłużej, niż byśmy chcieli. Ważne jest uświadomienie sobie ich istnienia, bo dopiero wtedy możemy szukać zdrowszych sposobów zaspokojenia tych potrzeb (np. potrzebę bycia ważnym i kochanym można realizować w relacji, w której druga osoba nas docenia i szanuje, a nie rani).

 

Znowu to samo? Jak rozpoznać swój schemat relacyjny

Pierwszym krokiem do zmiany jest uświadomienie sobie, że powtarza się pewien mechanizm. Często dzieje się to dopiero po bolesnym rozstaniu albo w chwili kryzysu, gdy dochodzi do nas, że obecny związek dziwnie przypomina poprzedni – choć partner wydawał się na początku zupełnie inny. Takie momenty olśnienia bywają trudne, bo nagle dostrzegamy, że problem nie sprowadza się wyłącznie do „tych złych partnerów” – tkwi on także w nas samych. To jednak cenna chwila, bo oznacza, że odzyskujemy wpływ na własne życie.

 

Jak rozpoznać, że tkwimy w powtarzającym się schemacie? Pomocne bywa zrobienie szczerego bilansu swoich relacji: wypisanie cech ostatnich kilku partnerów i powodów rozstań. Czy pojawiają się podobieństwa? Na przykład: „wszyscy moi partnerzy mnie zdradzali”, „każdy/a z nich miał problem z nałogiem”, „przy każdym czułam się niewystarczająco dobra/y”. Jeśli dostrzegasz wspólny mianownik, to sygnał, że w grę wchodzi jakiś schemat.

 

Innym wskaźnikiem są powtarzające się Twoje własne emocje w związkach: ciągle odczuwany lęk, że zostaniesz porzucony/a; nawracające poczucie, że musisz sobie „zasłużyć na miłość”; wrażenie, że „znów chodzisz na palcach, żeby partner/ka był zadowolony”. Te emocjonalne déjà vu to ważna wskazówka.

 

Czasem bliscy z zewnątrz zwracają nam uwagę: „Dlaczego wciąż wybierasz takich samych drani?” Łatwo wtedy zareagować obronnie lub zaprzeczyć. Warto jednak wsłuchać się w te opinie (o ile pochodzą od życzliwych nam osób), bo mogą zawierać ziarno prawdy, które my wypieramy. Bywa, że dopiero ktoś z boku uświadamia nam, iż pewien wzór się powtarza.

 

Mini ćwiczenie:

Napisz na kartce trzy ostatnie relacje. Pod każdym imieniem:

  • Wypisz trzy główne cechy tego partnera (pozytywne i negatywne).
  • Jak czułaś się w tej relacji? Jakie emocje dominowały?
  • Co było wspólnym mianownikiem tych relacji? Czy widzisz powtarzający się wzorzec?

 

Jak przerwać błędne koło? Świadome kroki do zdrowej miłości

Sama świadomość problemu to ważny krok, ale aby nastąpiła realna zmiana, potrzebne są konkretne działania. Co zatem może pomóc wyjść z kręgu krzywdzących relacji?

POLECANE  Mikro-zdrady i ich wpływ na relacje: Fakty i mity

 

    • Świadoma praca nad sobą (często z terapeutą). Skoro korzenie problemu tkwią głęboko w nas – w naszych lękach, schematach, doświadczeniach z dzieciństwa – warto rozważyć psychoterapię. Specjalista pomoże Ci w bezpiecznych warunkach przyjrzeć się przeszłości i połączyć jej wpływ z Twoimi obecnymi wyborami. W terapii schematu można nauczyć się rozpoznawać swoje „pułapki życiowe” i krok po kroku reagować na nie inaczej niż dotychczas. Z kolei terapia oparta na teorii przywiązania pomoże przepracować lęk przed bliskością i budować zdrowsze więzi. Wsparcie specjalisty bywa bezcenne w wychodzeniu z utrwalonych wzorców – daje wgląd w siebie i narzędzia do zmiany.

 

    • Uwolnij się od rodzinnych lojalności. Jeśli odkrywasz, że kieruje Tobą nieświadoma lojalność wobec historii Twojej rodziny (np. powtarzasz los nieszczęśliwej matki czy babci), samo uświadomienie sobie tego to połowa sukcesu. Uznaj w sercu trudny los swoich bliskich, ale pozwól sobie żyć inaczej. Czasem pomocne jest symboliczne pożegnanie takiej lojalności – np. napisanie listu (którego nie musisz nikomu dawać) do przodka, którego cierpienie jakby „niosłaś/eś” poprzez swoje własne wybory. Możesz w nim wyrazić szacunek dla jego doświadczeń, a jednocześnie zaznaczyć, że wybierasz swoją własną drogę i prawo do szczęścia. Masz prawo przerwać międzypokoleniowy łańcuch cierpienia.

 

    • Buduj poczucie własnej wartości. Osoby tkwiące w toksycznych związkach często mają obniżone poczucie własnej wartości. W głębi duszy mogą wierzyć, że nie zasługują na nic lepszego albo że nikt inny ich nie pokocha. Takie przekonania warto zacząć kwestionować i stopniowo zmieniać. Dbaj o siebie – również fizycznie i emocjonalnie. Rozwijaj swoje pasje, pielęgnuj przyjaźnie, przypominaj sobie o swoich sukcesach i mocnych stronach. Im bardziej uwierzysz, że zasługujesz na dobrą, szanującą Cię miłość, tym mniej atrakcyjni będą dla Ciebie ludzie, którzy Cię ranią. Budowanie zdrowej pewności siebie jest jak zakładanie emocjonalnej zbroi – chroni przed wnikaniem w nasze życie osób, które tę pewność próbują podkopać.

 

    • Ustalaj i egzekwuj granice. Jeżeli lęk przed samotnością pcha Cię w ramiona pierwszej osoby, która okaże odrobinę zainteresowania – zatrzymaj się. Naucz się być ze sobą i czerpać z tego siłę. Stawiaj drobne granice na co dzień: wyrażaj swoje zdanie, nawet jeśli różni się od opinii partnera; komunikuj, gdy coś Cię boli, zamiast tłumić to w obawie, że partner odejdzie. To będą małe próby, które pokażą Ci w praktyce, że zdrowy partner nie odejdzie tylko dlatego, że masz własne potrzeby czy oczekiwania. A jeśli odejdzie – to znak, że nie był gotowy na dojrzałą relację. Lepiej dowiedzieć się tego wcześniej niż później. Pamiętaj, że masz prawo mówić „nie” i masz prawo stawiać warunki dotyczące swojego szacunku i bezpieczeństwa.

 

    • Daj szansę „spokojnej” miłości. Po okresie pracy nad sobą możesz inaczej podejść do budowania nowych relacji. Daj szansę osobom, które wcześniej wydawały Ci się „nudne” lub „zbyt dobre”. Często osoby przyzwyczajone do burzliwych relacji pełnych dramatów odrzucają partnerów spokojnych, serdecznych – bo brakuje im chaosu, do którego nawykły. Spróbuj przełamać tę tendencję. Zwracaj uwagę przede wszystkim na czyny potencjalnego partnera – na to, jak Cię traktuje na co dzień – zamiast ulegać magii słów czy obietnic.

 

    • Rozpoznaj „czerwone flagi”. Ustal swoje „czerwone flagi” – sygnały ostrzegawcze (np. lekceważenie Twoich granic, skłonność do nałogów, brak empatii, częste kłamstwa, nadmierna kontrola, brak szacunku dla Twoich przyjaciół czy rodziny) – i obiecaj sobie, że jeśli je zauważysz, zatrzymasz się, zamiast brnąć dalej z nadzieją, że „jakoś to będzie”. Świadoma decyzja na wczesnym etapie znajomości może oszczędzić Ci miesięcy lub lat bólu.

 

  • Szukaj wsparcia. Wychodzenie z toksycznych schematów bywa trudne, dlatego nie bój się szukać wsparcia. Może to być zaufany przyjaciel, grupa samopomocowa (np. dla osób współuzależnionych, jeśli Twój schemat dotyczy związków z osobami uzależnionymi) albo społeczność kobiet i mężczyzn pracujących nad samooceną i relacjami. Dzielenie się doświadczeniem i słuchanie historii innych daje poczucie, że nie jesteś w tym sam/a i że zmiana jest możliwa. Wsparcie emocjonalne sprawia, że czujemy się silniejsi w chwilach kryzysu, a te na drodze zmiany na pewno się pojawią.

 

Historia z gabinetu – przypadek Marty

Marta, 38 lat, przyszła do gabinetu po trzech nieudanych związkach, czując się wyczerpana i beznadziejna. Każdy z jej partnerów był ambitny, charyzmatyczny, ale jednocześnie emocjonalnie chłodny i skupiony na sobie. Marta zawsze czuła, że musi się nieustannie starać, by „zasłużyć” na ich uwagę i miłość, co prowadziło do poczucia ciągłego niewystarczania. Jej partnerzy często ją krytykowali, a ona, zamiast się bronić, próbowała jeszcze bardziej sprostać ich oczekiwaniom.

 

Dopiero w terapii Marta zrozumiała, że to echo jej dzieciństwa. Jej mama była kobietą bardzo wymagającą i surową, a uczucia okazywała tylko wtedy, gdy Marta osiągnęła jakiś sukces lub w pełni spełniła jej oczekiwania. Miłość kojarzyła się Marcie z wysiłkiem, z wieczną walką o uznanie, a bliskość z chłodem i dystansem. Podświadomie wybierała więc partnerów, którzy odtwarzali ten sam, znany jej wzorzec emocjonalny.

 

Kiedy to odkryła, zaczęła stopniowo uczyć się mówić „nie”. Nie dla relacji, które ranią. Nie dla ludzi, którzy chcą tylko brać. Zaczęła od drobnych rzeczy – rezygnowała ze spotkań, na które nie miała ochoty, odmawiała pomocy, gdy czuła się wykorzystywana. Powoli budowała swoją wewnętrzną siłę i poczucie wartości. Dziś jest w spokojnej, wspierającej relacji, w której czuje się widziana i doceniana – takiej, jakiej kiedyś się bała, bo wydawała jej się zbyt… prosta.

 

Nowy rozdział: Jak budować relacje oparte na wsparciu i szacunku?

Nowa miłość nie jest powtórką – to nowy rozdział. Związek może być bezpieczny, wspierający i głęboki, jeśli:

  • Jesteś świadoma swoich wzorców i wiesz, co aktywuje Twoje lęki.
  • Jesteś gotowa do pracy nad sobą i nie boisz się wychodzić poza znane scenariusze.
  • Potrafisz stawiać granice i komunikować swoje potrzeby.
  • Wierzysz, że zasługujesz na miłość, która Cię wzmacnia, a nie pomniejsza.

 

Miłość przestaje być ucieczką od samotności czy próbą naprawienia przeszłości. Staje się świadomym wyborem dwóch dojrzałych osób, które chcą budować wspólne życie oparte na wzajemnym szacunku i autentycznej bliskości.

 

Gdy potrzebujesz pomocy – terapia i wsparcie

Nie musisz wszystkiego zrozumieć sama. Terapia indywidualna lub dla par pomaga zobaczyć schematy z dystansu, w bezpiecznym i wspierającym środowisku. Psycholog pomoże Ci:

  • Rozpoznać Twoje schematy emocjonalne i ich korzenie.
  • Zrozumieć, jak wpływają one na Twoje obecne wybory.
  • Nauczyć się nowych, zdrowszych sposobów reagowania i budowania relacji.
  • Przerwać błędne koło powtarzających się, bolesnych scenariuszy.

 

Pamiętaj – nie chodzi o to, by naprawiać siebie, bo nie jesteś zepsuta. Chodzi o to, by zrozumieć siebie z czułością, zaakceptować swoją historię i dać sobie prawo do życia, w którym miłość jest źródłem radości, a nie bólu.